Aktualności

Złombol - Post Scriptum

W tegorocznej wyprawie "Złombol" brał udział zespół naszych kolegów. Zielonym Polonezem Atu Plus z 1998 przemierzali Europę Północną, by dotrzeć do norweskiego przylądka Nordkapp. 

Skąd pomysł na „Złombol”? Jak powstała ta inicjatywa? I dlaczego postanowiliście w nim wystartować?

Przemek z ISP: Rajd „Złombol” postał parę lat temu, dokładnie w 2007 roku. Wszystko zaczęło się od zlotów fanów starych aut myśli PRL-owskiej, gromadzących młodych ludzi, którzy mieli z nimi styczność jako dzieci, tak samo jak ja. Na początku nie planowano konkretnej trasy, jednak szybko rajd zmienił swoją formę, w czasie gdy wiadomość o „Złombolu” zaczęła docierać poza Katowice, Śląsk i trafiła na rynek Polski. Właśnie wtedy ta inicjatywa stała się dosyć popularna. Minęło 6 lat i w tym czasie wyścig zgromadził wiele drużyn, a dokładnie samochodów, które biorą w nim udział.

Ile osób uczestniczyło w tegorocznym rajdzie?

Przemek z ISP: Naszym Polonezem jechały 4 osoby. W „Złombolu” startowały również Żuki i Nyski, które mieściły od 6 do 7 osób, w zależności od budowy środka. W tym roku parę osób wpadło na pomysł, żeby pojechać PRL-owskimi Autosanami lub Ikarusami, czyli starymi autobusami. Było tam sporo miejsca, pojazd mieścił ok. 140-150 osób, ale był to dosyć drogi wydatek – bilet kosztował 1000 zł, dlatego, że potrzeba do nich sporo paliwa. W tym roku postawiliśmy na Nordkapp czyli koło podbiegunowe.

To był wasz pierwszy udział w rajdzie?

Przemek z ISP: Tak. Planowałem z bratem wybrać się już dwa lata temu, ale nie udało się zgrać z innymi osobami. Każdy deklarował na wstępie, że chętnie weźmie udział w „Złombolu”, ale po pewnym czasie z niego rezygnował. Od września gromadziliśmy środki na podróż, a w styczniu potwierdzono organizację rajdu na Nordkapp i postanowiliśmy, że pojedziemy – bez względu na wszystko.
Również w styczniu wypisaliśmy karty urlopowe, aby znaleźć się na Nordkapp. Były dwie opcje: albo będziemy mieli urlop lub spędzimy fajny weekend. I najważniejsze – kwestia samochodu. Mięliśmy problemy ze znalezieniem auta, które byłoby w dobrym stanie i nie kosztowałoby zbyt wiele. Regulamin określał górną granicę ceny samochodu. My kupiliśmy auto za 1200 zł. Był to spory koszt jak za taki samochód, jednak mechanik stwierdził, że był on w dobrym stanie, tylko należało wymienić niektóre części.

Od zawsze interesowałeś się starymi samochodami?

Przemek z ISP: Nie, zaciekawił mnie sam pomysł. Chciałem przeżyć przygodę, jeszcze nigdy nie byłem na takim rajdzie. Poza tym, planowałem start już dwa lata temu, ale nie było okazji. W tym roku dopięliśmy wszystko na ostatni guzik. Przygoda była najważniejsza. Po drodze udało nam się zobaczyć wiele krajów, na dalszym etapie płynęliśmy promem, aby znaleźć się na Nordkapp. Zanim to nastąpiło, najpierw musieliśmy przejechać przez cztery kraje, aby zobaczyć, co znajduje się na końcu Europy, na północy.

Planowaliście zawrotną prędkość?

Przemek z ISP: Szacowaliśmy, że pojedziemy 100 km/h. Nasz Polonez mógł osiągnąć znacznie więcej, ale wiadomo – nasze auto to nie wyścigówka, a wyścig nie był na czas. Rajd polegał na tym, aby osiągnąć cel. Miał charakter charytatywny i to jest najważniejsze – poprzez zabawę można było komuś pomóc.

Czyli głównym zadaniem było przejechać tę trasę? Nie liczyły się nagrody?

Przemek z ISP: Nie było nagród za udział w rajdzie. Nikt nie musiał się śpieszyć i ścigać. Nagrodą mogły być widoki i sama akcja, która była odbierana bardzo pozytywnie. Na każdym etapie odbywała się impreza, ludzie zjeżdżali się z różnych stron. Były tam tzw. „checkpointy”, w których zbierali się ludzie, w zależności od tego czy chcieli się zatrzymać lub jechać dalej. Decyzja należała do nich. Były tam również kampingi, gdzie można było odpocząć, wziąć prysznic. Podróż samochodem przez 10 godzin bywa zawsze męcząca, a w sierpniu mięliśmy bardzo wysokie temperatury. W naszym Polonezie nie było klimatyzacji, bywało ciężko. Na szczęście były „quick stop-y”.

Opowiedz coś więcej o tym.

Przemek z ISP: Były to miejsca w którym odpoczywaliśmy wraz z naszym samochodem. W trakcie rajdu przejeżdżaliśmy wiele kilometrów. Planowaliśmy „quick stop-y” na noc, a wcześnie z rana wyruszaliśmy w dalszą drogę. To nie były wyścigi rajdowe i nie zaszkodziło się zatrzymać, jeżeli ktoś był na siłach to jechał dalej. Ale to zależało od trasy, bo najważniejszym punktem był prom między Estonią, a Finlandią. Promy kursowały różnie i miały zróżnicowane ceny – w naszym przypadku, przejazd promem czwórki osób i Poloneza kosztował 200 euro. Z tego względu mój brat napisał do grup, że postaramy się przyjechać trochę szybciej lub później, aby zaoszczędzić 50 euro. Wszystko zależało od zaplanowanej trasy, można było ją zaplanować indywidualnie lub poprosić o kontakt z grupami na www.zlombol.pl, aby móc im sprostać. Nasz pierwszy postój odbył się w mieszkaniu mojego brata. Chcieliśmy spędzić tam parę godzin, żeby odpocząć, wziąć prysznic i pobyć w saunie. Finowie mają sauny w każdym domu. Potem pojechaliśmy na północ.

A po drodze był jakiś „quick stop”?

Przemek z ISP: Nie, chociaż można było trafić na kempingi, w końcu był to okres wakacyjny – było w miarę ciepło i przez dłuższy czas jasno. Dodatkowo występuje tam dzień polarny, coś co ciekawie przeżyć. To dziwne uczucie, gdy człowiek nie śpi trzy dni.
Na północy Norwegii jest pewne interesujące miejsce, w którym słońce nie zachodzi, ciężko powiedzieć komuś, że jest późno. To była fantastyczna przygoda

Powrót

Ważne: strona wykorzystuje pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych w plikach cookies m.in. w celach statystycznych oraz w celu dopasowania serwisu do indywidualnych potrzeb użytkownika. W programie służącym do obsługi internetu możesz zmienić ustawienia dotyczące akceptowania plików cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji, wraz ze wskazówkami dotyczącymi zmiany ustawień, można znaleźć w Polityce cookies

Zamknij